Powiem szczerze, że wydarzenia, które miały dzisiaj miejsca głównie w Warszawie (ale też we Wrocławiu) - "lekko" mnie zaszokowały. Rozumiem to, że każdy człowiek ma swoje własne zdanie. Żyjemy przecież w wolnym kraju, w którym istnieje wolność słowa zapewniana przez Konstytucję... Ale czy prawo do głoszenia swojego zdania łączy się z prawem do, mówiąc kolokwialnie, przeprowadzenia "zadymy"? Wydaje mi się, że nie.
Powracając do wolności słowa. Osobiście uważam, że zarówno Dmowski, jak i Piłsudzki bardzo mocno przyczynili się do rozwoju historii. I to dzięki nim żyjemy teraz w wolnym kraju. Nie da się ukryć, że nie byli oni przyjaciółmi, pomimo czasowego tworzenia wspólnego rządu, jeśli można ten termin odnieść do ich współpracy, mieli odmienne zdanie.
Ale nie jest to żaden wykład, czy powtórka z historii. Wracając więc do tematu - czy wszystkie te marsze nie mogły sobie przejść spokojnie swoimi trasami, ignorując siebie nawzajem? Czy nie mogli zrobić tego, co uważali za swój obowiązek państwowy i pójść do domu świętować z rodziną, czy zwyczajnie rozłożyć się w fotelu i włączyć telewizor? Oczywiście, że nie. Toż to przecież jest zbyt proste. Lepiej zrobić burdę, stworzyć sytuację zagrożenia zdrowia i życia, uszkodzić budynki, samochody. Narobić szkód. Spowodować stan podzawałowy u starszych osób, które wyszły w piękny, piątkowy, wolny dzień na spacer z wnukami. Przecież to takie podniecające, kiedy możemy sobie rzucić petardą czy racą w tłum, pokrzyczeć sobie, powyzywać, zobaczyć, jak ludzie, którzy w tym miejscu byli zupełnie przez przypadek uciekają z krzykiem i chowają się w pierwszym lepszym, bezpiecznym miejscu. Litości.
Dobra, dość sarkazmu i złośliwości, w sumie to nie tylko o to mi chodziło, a w tym momencie ciśnie mi się zbyt ostry komentarz, jeszcze mnie zamkną, czy coś. Jeśli mam być szczery, to nie mam zielonego pojęcia jak ocenić dzisiejsze wydarzenia. Wiem, że to wszystko nie było potrzebne. Wszyscy mogli obejść się bez tych wszystkich awantur i być szczęśliwym. No ale, jak pisałem wyżej, w dzisiejszych czasach jest to prawie awykonalne. Dlatego prawie? A no - ja się cieszę, że mieszkam w Krakowie, gdzie po Mszy Świętej byłpiękny pochód z wojskiem, różnymi służbami, kawalerią konną, gdzie szli starzy, młodzi, dzieci z flagami, śpiewali hymn, a turyści bili im brawa i nagrywali. Cieszę się, że wywiesiłem na oknie na 6 piętrze flagę, która pięknie falowała na lekkim wietrze.
Mając na uwadze Kraków można stwierdzić jedno. Da się nie zrąbać wszystkiego, jak dzieje się to w 99% przypadków.